wtorek , 19 Wrzesień 2017

XVII Przystanek Woodstock: Helloween, Moskwa oraz The Prodigy [relacja]

Prawdziwe święto muzyki i największy festiwal w Europie – takim mianem można określić to, co działo się w Kostrzynie nad Odrą w dniach 4-6 sierpnia 2011 r. Nie sposób w kilku zdaniach wymienić wszystkiego, czego można było doświadczyć przez kilka dni na Polu Woodstockowym. Bez wątpienia było to wydarzenie, które na długo zapadnie wszystkim obecnym w ich pamięci.

Na miejsce dotarłem w piątkowe popołudnie w towarzystwie mojej dziewczyny oraz znajomych braci Mateusza i Michała. Pomimo sporego oblężenia głównej drogi dojazdowej, udało nam się bez problemu zatrzymać na płatnym parkingu. Krajobraz był w zasadzie jednolity: płynąca rzeka ludzi i tony zalegających śmieci rzucanych gdzie popadnie.

Im bliżej Pola, tym więcej rozstawionych namiotów i koczujących na krawężnikach ludzi. Jedną z pierwszych ciekawostek zaobserwowanych podczas wędrówki był przenośny market, którego ponoć według statystyk odwiedzało 20 tysięcy osób dziennie (pomimo braku w nim alkoholu). Nieco dalej znajdowały się polowe umywalnie oraz przenośne toalety, do których piętrzyły się kolejki ludzi. Z kolei po prawej stronie znajdowała się Pokojowa Wioska Hare Kriszny, gdzie w jednym z namiotów trwał koncert Radical Soul Amunition.

Dalsza trasa wiodąca pod Dużą Scenę była niezwykle trudna. Rozstawione blisko drogi stoiska ograniczały obszar poruszania się przed siebie. W końcu jednak moim oczom ukazała się potężna scena, z dwoma telebimami i podwójnym zestawem kolumn, z czego cztery z nich były wysunięte kilkaset metrów bliżej. W tle popis mocnego grania dawał zespół Kontrust, a tysiące ludzi bawiło się wyśmienicie pod Ścianą Śmierci.

Oczekiwany przeze mnie zespół Helloween rozpoczął swój wielki show około godziny 21:40. Nie minęło kilka chwil, a pod sceną zapanował istny szał. Szalone pogo i rozpychanie poskutkowało tym, że ktoś się przewrócił, a inna osoba usiłowała odnaleźć na ziemi zgubioną rzecz, świecąc przy tym latarką w telefonie.

Helloween dał piękny pokaz metalowego grania, sięgając najczęściej po klasyczne utwory ze swoich pierwszych płyt. Zabrakło jedynie „Ride The Sky”, na który czekałem z dużym napięciem. Mimo tego zagrany repertuar nie zawiódł moich oczekiwań, a na chwilowe niedociągnięcia wokalne Andreasa Derisa można było przymrużyć oko. 🙂 Na największe uznanie zasłużył z pewnością perkusista Dani, który w trakcie show zaprezentował ciekawą solówkę.

Bogatą paletę scenicznych świateł wzbogaciły pod koniec koncertu dwie potężne nadmuchane dynie. Kolejnych kilkanaście sztuk wielkości piłki do nogi poleciało w stronę szalejącego tłumu. Na bis Helloween zagrał swój bodajże najbardziej rozpoznawalny utwór „I Want Out”, po którym cała ekipa (w towarzystwie Jurka Owsiaka) pożegnała się z publicznością.

Setlista zespołu Helloween – 5.08.2011 r. @ XVII Przystanek Woodstock:

1. Intro
2. Are You Metal?
3. Eagle Fly Free
4. March Of Time
5. Where The Sinners Go
6. Drum Solo
7. If I Could Fly
8. Medley: Keeper Of The Seven Keys Part 2 / The King Of A 1000 Years / Halloween
9. Future World
10. Dr. Stein

Bis:

11. I Want Out

W oczekiwaniu na Riverside, udałem się pod scenę Pokojowej Wioski Kriszny, gdzie miał miejsce występ legendarnej Moskwy. Co tu dużo mówić, było jak zwykle szybko i głośno. Szalone pogo opanowało połowę namiotu, a wspólna zabawa trwała w najlepsze do końca.

Zanim powróciłem pod Dużą Scenę, Riverside zdążyło zagrać już większość z zaplanowanych na tę okazję piosenek. Brzmienie ich występu było idealne, piękne, melodyjne i nastrojowe.

Na koniec postanowiłem przekonać się na własnej skórze, jak sobie poradzi Projekt Republika z twórczością nieżyjącego od niespełna dziesięciu lat Grzegorza Ciechowskiego. Zanim jednak to nastąpiło, ochrypły Jurek Owsiak zaprosił do wysłuchania współczesnych kompozycji byłych członków Republiki. Nie były one jednak porywające, a czarę goryczy przelała smętna i przekombinowana aranżacja „Śmierci w bikini”, stanowiąca niejako początek właściwego występu Projektu.

Na tym zakończyła się moja pierwsza wizyta na XVII Przystanku Woodstock, albowiem nie czekając dłużej, udałem się w drogę powrotną do domu.

W sobotę aura dopisywała. Z nieco zmienionym składem (Mati, Siwy i Łukasz) wyruszyliśmy ponownie do Kostrzyna. Tego dnia wszystkich jak magnes przyciągał na Pole Woodstockowe koncert The Prodigy. W związku z inwazją ogromnej liczby gości, organizatorzy w pośpiechu poszerzali miejsca parkingowe. Rzeka płynących ludzi w kierunku festiwalu uległa niemalże podwojeniu.

Mając więcej czasu w zapasie, postanowiłem dokładniej zwiedzić rozległy teren całego wydarzenia. Obejrzałem zatem kilka skoków z bungee, wdrapałem się na szczyt namiotowej góry i podziwiałem rozpościerający się przede mną niesamowity widok. Zajrzałem ponadto w okolice Sceny Folkowej, a następnie zszedłem na teren Pokojowej Wioski Hare Kriszna. Tam serwowano jedzenie, po które ustawiły się cztery długie kolejki. Nieopodal trwały wspólne tańce przy Mantrze Joga, a oprócz tego udostępnione zostały różnorodne stoiska, w tym chociażby z indyjskimi pamiątkami. Całość robiła duże wrażenie zwłaszcza dlatego, że było to najczystsze miejsce w okolicy (Krisznowcy na bieżąco sprzątali śmieci).

Nieopodal boiska do gry w piłkę nożną, rozstawiona była scena o nazwie „Przystanek Jezus”. Trwała wówczas dyskusja ekspertów z publicznością, podczas której wyjaśniono m.in. dlaczego palenie marihuany jest grzechem. Trzeba przyznać, że argumentacja księdza była bardzo trafiona i obnażyła hipokryzję części społeczeństwa lubiącego sobie przypalić i jednocześnie deklarującego przynależność do Kościoła.

Nieco dalej znajdowało się stanowisko Carlsberga, oficjalnego sponsora tegorocznego Woodstocka. Browar otrzymać można było dopiero po zakupieniu żetonu, a za puste puszki i kubki rozdawano gadżety. Sporym zainteresowaniem cieszyło się także stoisko Allegro, w którym zbierano ludzką energię potrzebną do zapalenia dużej liczby ekologicznego światła.

Nadszedł czas na koncert zespołu Farben Lehre w namiocie Pokojowej Wioski Kryszny. Zainteresowanie wydarzeniem przerosło najśmielsze oczekiwania. Trudno było uświadczyć wolnego miejsca nawet na zewnątrz. Już od pierwszych taktów inauguracyjnego utworu „Niech się stanie” nastąpił niesamowity ścisk niemalże na całej długości namiotu. W takich warunkach wytrzymałem zaledwie trzy utwory i zdecydowałem się opuścić niebezpieczne miejsce i przemieścić pod Dużą Scenę, gdzie trwał właśnie koncert ekipy Gentleman & The Evolution. Potężny tłum ludzi okupywał wówczas rejony drogi asfaltowej, przecinającej Pole Woodstockowe. Na szczęście nie było na tyle ciasno, żeby nie można było podejść bliżej sceny.

 Oczekiwanie na rozpoczęcie występu The Prodigy było dosyć męczące. W tle leciały dubstepowe kawałki, a zespół kazał na siebie czekać około czterdziestu minut. W międzyczasie Jerzy Owsiak podał informację, że na tegorocznym Woodstocku został pobity rekord frekwencji, który wyniósł w przybliżeniu 650 tys. ludzi.

W końcu jednak wszyscy się doczekali! Gdy na scenie pojawili się członkowie ekipy, wśród publiczności zapanowała euforia. Oświetlenie Pola Woodstockowego zostało wyłączone i wnet rozbrzmiały pierwsze takty „World’s On Fire”. Prawdziwe szaleństwo zapanowało jednak przy słynnym utworze „Breathe”, lansowanym do dziś w wielu stacjach radiowych. Setlista koncertu opierała się głównie o utwory z ostatniej studyjnej płyty „Invaders Must Die” z 2009 roku, aczkolwiek wśród granych utworów zabrakło „Colours”.

Jednym z ciekawszych elementów całego show byli grający na żywo perkusista i gitarzysta. Stanowili oni jednak bez wątpienia tło dla potężnego brzmienia muzyki serwowanej przez Liama Howletta. Z kolei Maxim rapował do poszczególnych kawałków w swoim klasycznym (agresywnym) stylu, używając przy tym nieprzerwanie niecenzuralnych słów (wręcz do znudzenia). Wielokrotnie zwracał się do publiczności różnymi słowami, a sporadycznie nakazywał wszystkim cofnąć się o jeden bądź dwa kroki. W rolę wokalisty wcielił się jak zwykle Keith Flint, paradujący w swojej słynnej fryzurze z epoki Firestartera.

Koncert zamknął jedyny utwór zagrany tego wieczoru z debiutanckiej płyty, czyli słynne „Out Of Space”, z zapętlonym na pożegnanie samplem. Jak to zwykle bywa, zespół nie wyszedł ponownie by pożegnać się z publicznością, przez co niektórzy poczuli się tym faktem zawiedzeni.

Setlista zespołu The Prodigy – 6.08.2011 r. @ XVII Przystanek Woodstock:

1. Intro
2. World’s On Fire
3. Breathe
4. Omen
5. Poison
6. Thunder
7. Warrior’s Dance
8. Firestarter
9. Run With The Wolves
10. Voodoo People
11. Omen Reprise
12. Invaders Must Die
13. Diesel Power

Bisy:

14. Take Me To The Hospital
15. Their Law
16. Out Of Space

Wkrótce większość przybyłych skierowała swoje kroki w stronę parkingów. Podróż powrotna wydłużyła się o godzinę, albowiem główne drogi wyjazdowe zablokował sznur stojących samochodów (według statystyk w tym roku stacjonowało w okolicach Pola 120 tysięcy pojazdów). Niezwykle zmęczony, ale zadowolony dotarłem o piątej nad ranem do domu i na tym zakończyła się moja przygoda z XVII Przystankiem Woodstock. 🙂

XVII Przystanek Woodstock – 5-6.08.2011 r. w Kostrzynie nad Odrą – galeria zdjęć!

V-12/Tropyx
Szczecin, 11.08.2011 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *