wtorek , 26 Wrzesień 2017

Silesia Party 6 – 29.06.-1.07.2012 r. w Częstochowie [raport]

Początek wakacji 2012 stanął pod znakiem corocznego spotkania miłośników komputera Commodore 64 o nazwie Silesia Party. Pomimo nieoczekiwanej zmiany zarówno lokalizacji, jak i organizatora, szóstą edycję imprezy udało się przeprowadzić na przełomie czerwca i lipca w Częstochowie. Na czele jakże odważnego przedsięwzięcia stanął tym razem CJ Warlock, a rolę party place pełnił opuszczony kompleks budynków, noszący ze względu na swoją lokalizację pod liniami wysokiego napięcia, nazwę „Elektromadonna Squat”.

Pierwotnie zeszłoroczna Silesia miała być ostatnią w historii polskich party komputerowych, jednakże ku zaskoczeniu niektórych osób, informacje o organizacji nowej edycji zaczęły oficjalnie pojawiać się w lutym bieżącego roku. Stosunkowo długo, bo aż przez kolejne trzy miesiące, powstawała internetowa strona imprezy, co skutecznie wpłynęło na słabą promocję całego wydarzenia w sieci. Skutkiem tego była niska frekwencja, albowiem na Silesia Party 6 przybyło zaledwie nieco ponad 30 osób. Wśród partyzantów były i takie, które o evencie dowiedziały się w ostatnim tygodniu, ba, nawet dzień przed jego rozpoczęciem! Patronat medialny objął projekt River’s Edge, jednakże informacja o tym została udostępniona przez organizatora (bez omówienia szczegółów i warunków) na dwa dni przed rozpoczęciem wydarzenia, co skutecznie wpłynęło na brak możliwości długofalowej promocji ze strony V-12.

Na party place wyruszyłem 29 czerwca o poranku, tradycyjnie jako środek lokomocji wybierając pociąg. W pierwszej kolejności dotarłem do Krzyża, gdzie przyszło mi czekać około pół godziny na Datę/De-Koder/Tropyx. Przybycie szynobusu z Gorzowa Wielkopolskiego nastąpiło mniej więcej w tym samym czasie, co składu pośpiesznego w stronę Częstochowy, przez co o mały włos Radek nie zdążyłby się przesiąść. Praktycznie gdy pociąg miał już odjeżdżać, Data wpadł jak torpeda do ostatniego wagonu, gdzie czekałem na niego z lekkim niepokojem na twarzy.

Po przywitaniu się stwierdził, że wychodząc z domu zapomniał wziąć… monitora, a dodatkowo przy kasie w Krzyżu zostawił półtoralitrową butelkę napoju. Pocieszyłem go stwierdzeniem, że jestem zaopatrzony w dużą ilość niegazowanej wody, jednakże Radek przez całą dalszą podróż nie mógł przeboleć faktu utraty drogocennego Żywca Zdrój o smaku truskawkowym. 😉

Ponad ośmiogodzinna podróż (z kolejną przesiadką w Lublińcu) upłynęła pod znakiem upału i lekkiego zmęczenia. Do Częstochowy dotarliśmy po godzinie 18 i udaliśmy się pieszo do pobliskiego schroniska, by zostawić swoje bagaże. Stamtąd skierowaliśmy swoje kroki w kierunku przystanku autobusowego, by zabytkowym Ikarusem 280.70E dotrzeć nieopodal party place.

Miejscówka o tej porze nie była jeszcze w żaden sposób oznakowana. Otoczone krzakami i bujną trawą pustostany squatu elektrycznej Madonny prezentowały się ponuro i nieprzyjemnie. Po prawej stronie w otoczeniu bujnych krzewów stał pierwszy budynek, w którym miało być zorganizowane główne party place. Wchodząc w głąb terenu i mijając bramę wejściową, natknąć się można było na lekko zdekompletowany samochód osobowy marki BMW. W sąsiedztwie porzuconych nieopodal sprzętów AGD, odpoczywali skromnie pierwsi przybysze: Fei i Benny (ponoć stacjonowali w tym miejscu już od południa!) w towarzystwie Nitro, AceMan’a i jednej z osób opiekujących się squatem. Nad ich głowami co jakiś czas słyszalne było szczekanie psów i według relacji Benny’ego – kapanie z mordy jednego z nich przywitało go na party place zamiast obecności organizatora. 😉

Budynek, w którym mieścił się bar, był wówczas pieczołowicie przygotowywany do przywitania pierwszych gości przez Martę. Czynności prowadzące do uzyskania względnie czystej i umytej podłogi trwały długo, a z uzyskanych informacji w trakcie krótkiej rozmowy wynikało, że ogólne sprzątanie całej miejscówki trwa już od tygodnia! Wielka szkoda, że organizator Silesii w zamian za pomoc ze strony partyzantów nie zaoferował np. obniżenia o połowę kwoty wejściówki.

Pomimo późnej pory, w zasadzie nic jeszcze do końca nie było przygotowane. Główne party place świeciło pustkami. Dopiero około godziny 19:30 zajechał CJ Warlock ze swoim osprzętem i zainicjował prace związane z organizacją muzycznego wydarzenia, jakim był koncert zespołu Fristajlo. Data natomiast ulotnił się w stronę dworca PKP, by odebrać z pociągu swoją sympatię.

Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się kolejne, pojedyncze postacie związane ze sceną komputerową. Wręcz wybuchowym wejściem popisał się Splatterpunk, któremu na „dzień dobry” wypadła zamknięta puszka piwa. Po zderzeniu z betonem fontanna płynu o zapachu chmielu zaczęła tryskać w górę. By nie stracić jakże drogocennego napoju, Splatter skierował strumień w stronę swoich ust, co wyglądało dosyć zabawnie. 🙂

Dosłownie kilka kroków dalej paliło się już w tym czasie ognisko. Wygodnego miejsca do siedzenia nie było zbyt wiele, ale sporo osób postanowiło się ogrzać przy przyjemnym cieple płonącego ognia, trawiącego notabene wszystko, co wpadło w ręce (stara ościeżnica, oparcie fotelu itp.). Organizatorem darmowej atrakcji był pewien człowiek, który przybył w to miejsce z innego miasta, po drodze zgarniając worek ziemniaków. Ich pewna porcja gotowała się w starym garnku.

Wśród kolejnych osób, które postanowiły zaszczycić Częstochowę swoją obecnością w ostatni piątek czerwca 2012 roku, byli: Jericho, Trial, Jakim, Daf oraz Gold Hand, którego przybycie na party było nie tylko dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nawiązaliśmy pozytywny kontakt, wspominając m.in. stare, dobre scenowe czasy. 🙂 Kilka chwil później zgromadzeni przy ognisku scenerzy mogli podziwiać niecodzienny show wykonany przez Nitro. Po zażyciu tajemniczej substancji, koder grupy Black Sun zaczął lewitować nad ziemią. Jego wyjątkowa walka z grawitacją była skuteczna, do pewnego czasu. Kiedy wreszcie znalazł się na parterze, rozpoczął wykonywanie podobnych ruchów, jak na stojąco, sporadycznie nawet wywracając się na plecy. I tak przez kolejne pół godziny! 🙂

Gdy na zegarze wybiła godzina 21:30, zainicjowano przymiarki do spontanicznego koncertu zespołu Fristajlo. Prowizorycznie zbudowana scena na świeżym powietrzu nie przyciągnęła tłumów ludzi żądnych zabawy (ponoć sprzedały się tylko 2 bilety wstępu, ponieważ pozostałe osoby dotarły na miejsce niejako z zespołem). Część jednostek, szczególnie związanych z klimatami C64, spędzała nieprzerwanie czas na dysputach w barze. Niemałym zaskoczeniem było pojawienie się na party place… Conrada! Trudno opisać wszystkie emocje scenerów na widok przybysza z Anglii, który z wystraszonym wręcz wzrokiem wkroczył do obskurnego baru w opuszczonym budynku.

Koncert zespołu Fristajlo.
Wspólne dysputy w barze.
Party animals. 😉

Toczące się na zewnątrz prawdziwe jam session w wykonaniu zespołu Fristajlo zostało wnet wzbogacone o elektroniczne dźwięki serwowane przez Kamyka i AceMan’a. Chwilami brakowało synchronizacji między obiema ekipami, ale całość prezentowała się stosunkowo ciekawie. Mniej więcej w tym samym czasie CJ Warlock udostępnił budynek, w którym dzień później miały odbywać się kompoty. Niewiele jednak się tam działo, albowiem większość osób postanowiła zatrzymać się w barze.

Jam session: zespół Fristajlo wraz z Kamykiem i AceManem.

Party place w składzie ja, Data, Kasia oraz Trial, opuściliśmy tuż po godzinie pierwszej w nocy. Sobotni dzień przywitał nas ekstremalnie wysoką temperaturą. Mimo tego zdecydowaliśmy się na spacer w kierunku Jasnej Góry. Odbyła się wówczas pamiętna i niecodzienna sesja zdjęciowa z egzemplarzem Commodore 64 (przeznaczonym dla Jericho) w roli głównej. Około dwudziestoletni komputer pozował w różnych miejscach, a nawet towarzyszył parze młodej przy wyjściu z kaplicy, tuż po wypowiedzeniu sakramentalnego „tak”. 😉

Koderskie spotkanie na Jasnej Górze. 😉
Commodore 64 u stóp częstochowskiego sanktuarium.

 

Powrót z sanktuarium przez okoliczny park zakończył się dłuższą obserwacją harcujących sobie po drzewach i ziemi dwóch wiewiórek. Niestety, nie chciały one poklikać na klawiaturze C64. 😉 Po zjedzeniu obiadu wybraliśmy się w niesamowitym upale ponownie na party place. Była wówczas godzina 18:00. Wewnątrz pierwszego budynku CJ Warlock w pocie czoła składał prowizoryczne stoły i krzesła z czego się tylko dało. Spartańskie warunki dały nieco później znać o sobie – mimo niezbyt wysokiej frekwencji część osób nie miała na czym usiąść podczas kompotów.

Zaskakująca była kondycja pustostanów całego squotu. Uniknęły one poważniejszych ataków złomiarzy, a w większości okien tkwiły jeszcze całe szyby. CJ Warlock oprowadził nas po party place, pokazując m.in. w którym miejscu zrekonstruował połączenia kabli w celu doprowadzenia zasilania. Pomimo zbliżającego się wielkimi krokami wieczoru, temperatura w budynku dawała mocno znać o sobie. Część osób raczyła się pyszną fasolką po bretońsku, serwowaną w barze, bądź popijała złoty trunek na balkonie.

Ty też możesz być do wynajęcia!

 

Pewnym rozczarowaniem dla mnie był moment nabycia identyfikatora. W cenie wejściówki organizator zaserwował karteczki odbite na czarno-białym ksero, przy czym papier do tego użyty pochodził z… przeterminowanego kalendarza. Całkowita próba obniżania kosztów organizacji wydarzenia nie była w tym przypadku wskazana, albowiem od niepamiętnych czasów takiej marnej jakości identyfikatory na wszystkich polskich partiesach niemalże w ogóle się nie pojawiały (pewnym wyjątkiem w tym zakresie było North Party 8, ale tam chociaż na idencie dla rozróżnienia postawiono czerwoną pieczątkę).

CJ Warlock nie popisał się również w kwestii podstawowej znajomości osób tworzących w chwili obecnej „społeczność” Commodorowską. Podczas próby sprzedaży kolejnych identyfikatorów, publicznie pytał się m.in. „Czy jest na sali Waran z Komodą?”. Taki pseudonim bowiem nosiła fikcyjna osoba, zarejestrowana przez jakiegoś żartownisia jako potencjalny uczestnik zlotu. Warlock wykazał się dodatkowo przy tym pewną dozą naiwności, wierząc w dosłownie wszystko, co miał przedstawione na wydrukowanej liście osób zgłaszających swoją chęć uczestnictwa w wydarzeniu na oficjalnej stronie internetowej.

Prapremiera jednej z prac w C64 Power Game Mod Compo: Nibbly 2012.
Power Dash w rękach Cancerka.

 

Około godziny 21:00 ruszyła część oficjalna szóstej edycji Silesia Party. Pierwszym elementem programu była prezentacja prac dostarczonych na organizowany przeze mnie i Rafa konkurs o nazwie C64 Power Game Mod Compo. Nieco wcześniej przy stanowisku Cancerka można było pograć w poszczególne gry tuż przed ich premierą. Cennego wsparcia podczas mojej prelekcji udzielił Jericho, pełniący wówczas rolę statywu do mikrofonu. Każda gra była przeze mnie indywidualnie omawiana, szczególnie pod kątem modyfikacji, jakie w niej wykonano. Po przemówieniu następowała krótka prezentacja, wzbudzająca pozytywne reakcje wśród publiczności. Padające wówczas hasła w stylu „Piękna śmierć!”, „W lewo!” dodawały kolorytu całemu wydarzeniu, a kolejne prace nagradzane były finalnie burzą oklasków.

Partyzanci w oczekiwaniu na kolejne prace konkursowe.
Jeden z prowizorycznych stołów wkrótce nie wytrzymał presji scenerów. 😉

 

 Kilkadziesiąt minut później rozpoczęły się kompoty muzyczne. Wysyp prac w tej kategorii nie był obfity, jednakże partyzanci bardzo żywiołowo przyjęli poszczególne kompozycje. Największą furorę zrobił zak Surgeona o jakże wymownym tytule „Odbyt teściowej”. Podobnie było w przypadku jedynej pracy zgłoszonej w kategorii sample compo mojego autorstwa. „Don’t fuck with me” porwał do szaleńczej zabawy kilka osób (w tym m.in. Daf’a, Conrada i Nitro) i trzeba przyznać, że widok szaleńczo pogujących scenerów na Commodorowskim party należy do niebywałych rzadkości. Klimatu dodawało mrugające światło stroboskopu operowanego przez CJ Warlocka.

Wołting, cziting, ściąganie, niczym jak na sprawdzianie w szkole. 😉
„I wtedy ją dotknąłem, miała duże…” 😉

Gdyby nie ofiarność i czujność Raf’a, kompoty w ogóle by się nie odbyły. Wynikało to z kompletnej niewiedzy i nieprzygotowania głównego organizatora, chcącego pierwotnie wykonać samodzielnie wszystkie czynności umożliwiające bezbłędne przeprowadzenie wydarzenia. Założenie to było nietrafione, a ogrom prac przerósł CJ Warlocka. Wcielił się on jedynie w rolę konferansjera, a także uraczył scenerów w przerwie kompotów bardzo fajnym, profesjonalnie zagranym setem muzycznym. Piotr zadbał również, aby wszyscy przybyli ponownie na party place i nie przegapili dalszej części kompotów, co było w pełni uzasadnione (bar znajdował się w sąsiednim budynku, oddalonym o kilkadziesiąt metrów).

Mimo dusznej atmosfery, nie zabrakło baunsowania na Silesii. 😉
Silesia Party 6 - 29.06.-01.07.2012 r. w Czestochowie
CJ Warlock w swoim popisie sztuki miksowania.

 

Kolejną kategorią konkursową tuż po przerwie były kompoty graficzne. Najwięcej emocji wywołała praca JSLa, która się nie chciała poprawnie uruchomić. Winę za to ponosił błąd Rafa przy kopiowaniu plików (niemniej i tak należy mu podziękować za to, że dostarczył na party kompletny sprzęt do transferowania danych). Na szczęście grafikę ostatecznie udało się zaprezentować w całej okazałości i jak się potem okazało, zajęła ona drugie miejsce, ustępując tylko i wyłącznie pracy Joodasa. Niezbyt dobra jakość projektora dała się we znaki w szczególności podczas wyświetlania niesamowitego dzieła artystycznego autorstwa Bimbra. Nie zabrakło także kilku fejkowych prac oraz zaskakującego rysunku małego barana wypowiadającego słowo „wypękałem”, stworzonego w Petscii przez Wacka.

Absencja Stilgara spowodowała, że w kategorii 4K Intro pojawiła się tylko jedna praca (autorstwa Rafa, napisana w języku SLANG). Z kolei demo compo było prawdopodobnie najsłabszą częścią kompotów podczas szóstej edycji Silesia Party. Dwie fejkowe prace ze scrollami w roli głównej narzucały pytanie, jak w 2012 roku komuś może jeszcze chcieć się bawić w fikcyjne postacie na scenie komputerowej?

Spotkanie z Remedy po latach. 🙂
Memberzy grup Tropyx i Vulture Design na wspólnej fotce.

 

Tuż po zakończeniu części oficjalnej i przekazaniu organizatorowi wypełnionych votek, niemalże wszyscy ulotnili się na zewnątrz w celu zaczerpnięcia względnie chłodniejszego powietrza. Pomimo późnej pory, pogoda była wyjątkowo duszna i nieprzyjemna. Na bigscreenie pojawiły się po chwili różne demka, jednakże dosyć szybko zabrakło osoby, która zajmowałaby się ich dalszą prezentacją. Część scenerów o tej porze zniknęło z pola widzenia. Nasza ekipa (tym razem bez Triala) również postanowiła dotrzeć do schroniska, w czym pomógł nam Nemo, podrzucając nas na miejsce swoim samochodem. Przy okazji był on jedną z tych osób, które o party dowiedziały się… dzień wcześniej. Na zegarze wybiła wówczas godzina 01:25, kiedy żegnaliśmy się z obecnymi przed party place osobami (w tym m.in. z Remedy, która również pojawiła się na Silesii).

Pożegnalne zdjęcie z partyzantami.

 

Zmęczenie mocno dało znać o sobie, przez co spaliśmy bardzo długo. Nie było zatem sensu powrotu przed południem na party place, przez co ominęła nas ceremonia ogłoszenia wyników i rozdania nagród. Uczestniczyło w niej około 10 osób. Po party przez kolejnych kilka dni CJ Warlock nie publikował oficjalnych informacji co do tego, kto jakie miejsce zajął podczas kompotów. Również organizacja dostarczania nagród dla zasłużonych była wysoce nieefektywna. Osoby z podium w poszczególnych kategoriach konkursowych miały same zgłaszać się do Warlocka, co było iście nieprofesjonalnym podejściem do tematu (podobnym do wygranych w Lotto). Dodatkowe bonusy w postaci kuponów na darmowe piwa były zamieniane na wartości pieniężne, nieadekwatne do ceny piwa sprzedawanego na party place. Do dnia dzisiejszego nie wszystkie osoby otrzymały swoje nagrody.

Doświadczyliśmy zatem niezbyt udanego pod kątem organizacyjnym party komputerowego. Ambicja CJ Warlocka przerosła jego możliwości, przez co ucierpiało przede wszystkim dobre imię jedynego w Polsce w pełni Commodorowskiego wydarzenia. Nieudany był przede wszystkim dobór miejscówki, nieoświetlonej, podzielonej na dwa osobne budynki (a nawet sprawiającej spore trudności z dojazdem ze względu na brak stosownego oznaczenia w najbliższej okolicy). Również zachowanie organizatora tuż po party pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście był to tylko wypadek przy pracy, albowiem w 2013 roku kolejną edycję Silesia Party będzie organizować nowa (stara?) ekipa.

Silesia Party 6 – galeria zdjęć:


Pamiątkowy ident z Silesia Party 6.

 

Tak więc… do zobaczenia w niedalekiej przyszłości!

V-12/Tropyx
Szczecin, 29.11.2012 r.


Pisanie raportu zainicjowałem 10 lipca 2012 r., a pozostałą treść napisałem pod koniec listopada. Serdeczne podziękowania dla Daty za udostępnienie i zgodę na publikację wybranych kilkunastu zdjęć jego i Kasi autorstwa oraz za wykonanie nagrań podczas prezentacji prac konkursowych w kategorii modowanych gier.


W osobnym artykule dotyczącym wyników C64 Power Game Mod Compo znajdują się m.in. wszystkie gry do pobrania oraz screenshooty wykonane prosto z Commodore 64!


Sprawdź również

Archiwalna strona grupy De-Koder ponownie on-line!

Grupa De-Koder powstała na początku 1995 roku i przez kolejnych 8 lat działała aktywnie na …

Poznaj nowe pokrywy do komputerów Commodore 64, Amiga 1200 i Atari!

Wielu użytkowników zabytkowych komputerów preferuje, by ich maszynka nie zalegała w firmowym kartonie, ale była …

Stary Piernik 10 – 17-19 kwietnia 2015 r. w Toruniu [raport]

W dniach 17-19 kwietnia 2015 r. odbyła się w Toruniu dziesiąta edycja Starego Piernika – …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *