Rolf Maier Bode - Thirteen Stories
3. marca 2009 r. miała miejsce premiera płyty Rolfa Maiera Bode o nazwie Thirteen Stories! Współtwórca klasycznych hitów pod szyldem RMB, takich jak Redemption, Love Is An Ocean, Spring, Reality, Deep Down Below, czy też Horizon, powraca na scenę muzyczną, jednakże tym razem ze swoim solowym projektem! Projekt River's Edge objął oficjalny patronat w Polsce nad tym wydawnictwem i zajmuje się także jego promocją w sieci.
Zapraszam do lektury ekskluzywnego wywiadu z Rolfem Maierem Bode, w którym muzyk odsłania kulisy tworzenia nowego albumu i ponadto zdradza kilka interesujących szczegółów dotyczących jego kariery muzycznej!
Zachęcam także do zapoznania się z moją recenzją płyty Thirteen Stories.
Wywiad z Rolfem Maierem Bode
V-12: Cześć Rolf! Czy mógłbyś przedstawić się wszystkim osobom, którzy mogą Ciebie nie znać lub po prostu nie pamiętać?
Rolf: Nazywam się ROLF MAIER BODE i rozpocząłem produkcję muzyki w 1991 r. Najbardziej udanym projektem było „RMB” z Faridem Gharadjedaghi (Redemption, Spring, Reality…). Ostatnie wydawnictwo RMB miało miejsce w 2004 i po tym zacząłem komponować muzykę dla telewizji i agencji reklamowych. Na początku 2008 r. podjąłem decyzję, by stworzyć własną muzykę ponownie pod szyldem mojego prawdziwego nazwiska ROLF MAIER BODE.
V-12: Powiedz mi coś o Twoim nowym albumie zatytułowanym Thirteen Stories. Jak dużo czasu spędziłeś na komponowaniu nowych utworów i co było Twoją inspiracją?
Rolf: Zacząłem tworzyć dużą ilość utworów w wielu stylach w maju 2008 r., lecz zauważyłem, że potrzebuję wskazówki, czy te utwory powinny być kiedykolwiek na jednej płycie. Więc wpadłem na pomysł z koncepcją OPOWIEŚCI. THIRTEEN STORIES powinien stać się albumem, gdzie każdy utwór opowiada jakąś historię. Wybrałem 13 utworów, które były najbardziej powieściotwórcze i wyprodukowałem je w taki sposób, w jaki sam tego najbardziej chciałem. Końcowa produkcja i mastering zostały wykonane w lutym 2009 r. i album THIRTEEN STORIES został wydany tylko za pośrednictwem poczty tradycyjnej (płytę można zamówić na rolfmaierbode.com) w marcu 2009 r.
V-12: Dlaczego zdecydowałeś się wydać swój album jako niezależny artysta?
Rolf: W tej chwili nie mam żadnej wytwórni ani wydawcy dla płyty THIRTEEN STORIES, ponieważ chciałem być kompletnie niezależny wobec brzmienia i konstrukcji albumu. Koncepcja OPOWIEŚCI zdecydowanie by nie zadziałała, gdyby tutaj były trzy „hity”, a pozostałych 10 utworów było tzw. „zapychaczami” (jak to ma miejsce na wielu płytach). Pomyślałem więc, że jakikolwiek menadżer lub człowiek z wytwórni płytowej chciałby mieć tylko jeden lub dwa hity wydane na singlach, a pozostałą część albumu skończoną tak szybko, jak to jest tylko możliwe.
V-12: Możesz mi powiedzieć coś w kwestii tego, w jaki sposób można zamówić Twoją nową płytę?
Rolf: Jest już dostępna nowa odsłona strony głównej z przyciskiem „buy CD” na mojej witrynie. Zwyczajnie klikasz na ten przycisk i wpisujesz swój adres e-mail. Otrzymasz wówczas maila z informacją na temat możliwości zamówienia płyty. Dla klientów z Europy są teraz możliwości przelania pieniędzy za pośrednictwem przelewu bankowego IBAN/BIC lub można także wysyłać pieniądze za pośrednictwem systemu płatności PayPal. Cena płyty (Digipack z 16-sto stronicową książeczką) wynosi 15 Euro i do tego trzeba doliczyć koszt wysyłki.
V-12: Czy są jakieś szanse, by Thirteen Stories zostało wydane na winylu?
Rolf: Wszystko zależy od tego, jak dobrze będzie się sprzedawał album na CD. Ale z pewnością nie stanie się to przed wakacjami.
V-12: A co w kwestii Twoich utworów w wersji demo (przykładowo Finale One, Doctrine Of Sin itp.)? Czy kiedykolwiek będą one ukończone i/lub oficjalnie opublikowane?
Rolf: W tej chwili chciałbym skoncentrować się na 13 utworach, które SĄ na moim albumie, a nie na tych, których tam nie ma ;). Lecz jeżeli wystarczająca liczba ludzi będzie zainteresowana moimi nowymi brzmieniami, będą w przyszłości kolejne wydawnictwa! Wszystkie aktualności będzie można znaleźć w pierwsze kolejności na moim blogu.
V-12: Czy planujesz jakieś występy na żywo w niedalekiej przyszłości? Czy jest szansa, by zobaczyć Ciebie w występie na żywo w Polsce?
Rolf: Na pewno nie w najbliższych miesiącach, jednakże jeżeli ludzie naprawdę polubią moje nowe brzmienie, pomyślę o występach na żywo z pewnością.
V-12: Słyszałem plotki dotyczące tego, że na początku swojej muzycznej kariery używałeś komputera Commodore 64. Czy jest to prawdą? Jeżeli tak, to czy mógłbyś coś mi powiedzieć na ten temat?
Rolf: Tak, programowałem C64 na kilka lat, zanim zacząłem tworzyć moją własną muzykę. Miałem lekcje pianina, jednakże byłem zbyt leniwy (a także zbyt wolny do tego), by spisywać partytury moich improwizacji. Zacząłem w wieku 13 lub 14 lat i skończyłem na programowaniu „intr” w Assemblerze… Lecz nigdy nie zdobyłem dobrego kontaktu ze „sceną programistów”. Następnie kupiłem mój pierwszy syntezator o nazwie Roland D-10 i zacząłem używać C64 jako sekwencer. W wieku 17 lat zdobyłem używanego samplera Casio FZ-1 i z tym „wyposażeniem” stworzyłem moje pierwsze (w połowie) nagranie → NAUTILUS. Płyta została wydana w wytwórni Talla „2XLC” o nazwie „Suck me Plasma” i była miksowana w małym studiu niedaleko Frankfurtu… Ta sesja miksowania była niezwykle inspirującą, dlatego też zrezygnowałem z programowania i na serio zacząłem tworzyć muzykę (techno) w każdej mojej wolnej chwili (byłem oczywiście ciągle w szkole).
V-12: Co sądzisz o dzisiejszych producentach i muzykach?
Rolf: Należy wskazać różnicę pomiędzy muzyką elektroniczną a innymi stylami muzycznymi. Nie sądzę, aby pop, czy rock, prezentowały się obecnie źle, o ile nie słuchasz jedynie telewizyjnej muzyki przypominającej melodyjki z telefonu komórkowego - lecz zastanawiam się, dlaczego elektroniczna muzyka w pewnym stopniu jest gorsza, niż to miało miejsce 10 lat temu, mimo że techniczne możliwości w kwestii komponowania obecnie potrafią zapierać dech w piersiach. Wygląda na to, że jest po prostu ZA ŁATWO tworzyć jakikolwiek „utwór”, posiadając w dzisiejszych czasach tylko komputer - przez to jest dużo miernej (bądź jeszcze gorszej) muzyki, wśród której nie możesz odnaleźć żadnej perełki. Mam na myśli to, ile tak na prawdę świetnych albumów z muzyką elektroniczną zostało wydanych w ciągu ostatnich lat – chodzi mi o prawdziwie artystyczne albumy, a nie miksowane „dance'owe” płyty…
V-12: Tak, to prawda… Na koniec może kilka słów dla Twoich fanów.
Rolf: Wiele młodych ludzi nie poświęca czasu by przesłuchać całej płyty CD, lub nawet nie są zainteresowani jej kupnem. Muzyka liczona jest w gigabajtach i często słuchana na iPodach lub tylko na telefonach komórkowych. Jednak mam pewien sen. Pewnego dnia ci ludzie odnajdą album, który poruszy ich serca i otworzy ich oczy. Powiedzą swoim przyjaciołom jak cudownie jest po prostu usiąść i słuchać świetnego albumu od pierwszego do ostatniego utworu. A jeżeli ludzie z taką postawą zahaczą o THIRTEEN STORIES, jest duża szansa, że naprawdę polubią ten album.
V-12: Dziękuję bardzo za wywiad!
Rolf: Cała przyjemność po mojej stronie!
Wywiad przeprowadził i przetłumaczył V-12/Tropyx.
Recenzja Płyty Rolf Maier Bode - Thirteen Stories
Rolf Maier Bode, założyciel słynnego duetu RMB, z którym w latach 90'ych święcił liczne triumfy i odniósł wiele sukcesów na całym świecie, powrócił na rynek muzyczny ze swoim solowym albumem pod nazwą Thirteen Stories (Trzyniaście Opowieści). Tym razem jednak mamy do czynienia z kompletnie niezależnym wydawnictwem, które jest całkowicie pozbawione jakiejkolwiek formy komercji. Album swoją premierę miał 3. marca 2009 r. i jest on rozpowszechniany pocztą tradycyjną, po uprzedniej rejestracji na oficjalnej stronie Rolfa.
Thirteen Stories tworzony był przez długi czas, a z kolejnymi etapami powstawania poszczególnych utworów, jak i ich sampli, można było zapoznać się na oficjalnym blogu Rolfa. Płyta zawiera 13 kompozycji, z których każda niesie ze sobą jedną z opowieści, a także jest zaproszeniem do indywidualnego odbioru i interpretacji. Jest to wręcz muzyczna książka, którą słuchając pochłaniamy z zapartym tchem i od której nie możemy się oderwać. Thirteen Stories wprowadza w nową erę muzyki elektronicznej, pełnej różnorodnych koncepcji i inspiracji, która jednocześnie zawiera w sobie wiele rozwiązań znanych z wcześniejszej twórczości Rolfa. I bez wątpienia można zaryzykować stwierdzenie, że mamy tutaj do czynienia z geniuszem muzycznych kompozycji.
Okładka płyty utrzymana jest w klimacie błękitnym i taki właśnie kolor wypełnia większą część wolnej przestrzeni. Widoczne są także wieżowce, stojące w równym rzędzie nad brzegiem rzeki, w której znajdują się przycumowane do brzegu barki. Kiedy rozwiniemy okładkę i policzymy wszystkie budowle, to okazuje się, że jest ich dokładnie 13! Zagadkę stanowi także zaszyfrowane nazwisko artysty na przedniej części coveru za pomocą kwadracików. Po otwarciu digipacka, po lewej stronie, ukazuje nam się 16-sto stronicowa książeczka, przepełniona różnymi abstrakcyjnymi fotkami. Po prawej stronie natomiast czeka na włożenie do odtwarzacza CD płyta, zawierająca 13 nowych kompozycji Rolfa Maiera Bode.
Truth And Light - to utwór otwierający płytę, który w wersji roboczej nosił tytuł Jupiter Jesus. Jest to przy okazji jeden z nielicznych kawałków, który został wzbogacony o vocal (w tym przypadku głosu użyczył Saner Ariduru). Pierwsze nuty witają nas słowami „I see the darkness behind you. But don't look back, there's nothing to fear”. Niesamowity kawałek, stanowiący esencję muzyki syntezatorowej z łamanymi bitami. Truth And Light niesie ze sobą niezwykłą energię, jednocześnie napawa spokojem i pozytywnym nastrojem. Posiada także ukryte przesłanie, zawarte w słowach „Leave the past behind. Begin to feel free!”, co wskazuje na to, iż należy zawsze w swoim życiu iść do przodu i nie oglądać się za czymś, co było i już nie powróci.
Drugim utworem na płycie jest State Of Flux, który bardzo szybko zyskał sobie uznanie dużej liczby czytelników bloga Rolfa. Odnajdujemy tutaj połączenie nastrojowej gitary (gra na niej Norman Jonas) i pianina, które uderza swoją niebagatelną ekspresją wyciszenia i relaksu. State Of Flux to bez wątpienia muzyczne arcydzieło, które będzie oddziaływać na odbiorcę bez względu na jego nastrój. W połowie utworu słyszymy nagle niesamowite przejście i wyciszenie, które po pewnym czasie intensyfikuje się, przyprawiając słuchacza o dreszcze na ciele. Całość, wzbogacana bez przerwy o klimatyczną gitarę akustyczną (stanowiącą tutaj motyw przewodni utworu), jest esencją prawdziwej muzycznej podróży po krainie zmysłów i wyobraźni.
Challenge to kolejny utwór, którego początek utrzymany jest w klimacie cichego, wiejącego wiatru. Ponownie wykorzystano tutaj gitarę i pianino, co stanowi niezwykle zabójczą mieszankę dla odbiorcy. Po chwili spokojna melodia zaczyna być mieszana z agresywnym, trance'owym basem. Mamy zatem tutaj do czynienia z bardzo ciekawym połączeniem nastroju i dynamiki. Koniec utworu żegna nas ponownie spokojną melodią pianina, a całość odzwierciedla wewnętrzną walkę, jaką musi stoczyć człowiek, zmierzając się z konkretnym życiowym problemem.
Czwarty w kolejności utwór na płycie to The Cube, którego niezwykle eksperymentalne brzmienie dostrzec można już od pierwszego taktu. Wiodącą rolę ponownie odgrywa tutaj gitara, a klimat utworu może przypominać trochę starsze nagrania zespołu Depeche Mode. W ciekawy sposób zaprezentowana jest w The Cube perkusja. Zauważyć można także wykorzystanie instrumentu o nazwie duduk (na którym gra Norman Jonas); brzmieniowo zbliżony do wiolonczeli i saksofonu.
Początek kolejnej kompozycji, zatytułowanej tajemniczo 1971/7/4, wita nas ciekawymi dźwiękami poddanymi filtracji. Utwór rozkręca się bardzo powoli, dokładnie 3 minuty! Po bardzo rozwlekłym wstępie następuje wyciszenie i po chwili rozpoczyna się właściwa część kompozycji. Utrzymana jest ona w typowym, niezbyt szybkim trance'owym klimacie. Brakuje jednak dynamicznych melodii, typowej dla tego gatunku muzyki elektronicznej. W dalszej części mamy do czynienia z powtórzeniem całego schematu i utwór do końca nie zaskakuje żadnymi nowymi rozwiązaniami.
Szósta kompozycja na płycie, o nazwie Echovalley to jedyna, w której wykorzystano kobiecy wokal (głosu użyczyła Doris Lauerwald). Początek kawałka jest bardzo spokojny i nastrojowy, wypełniony dźwiękami smyczków. Po chwili jednak wchodzi mocne, trance'owe uderzenie, które wybudza słuchacza z chwilowego letargu. Środek kompozycji to typowe dla twórczości Rolfa wyciszenie, a potem następuje powrót do ciężkiego beatu, połączonego z klasyczną, powtarzalną i niezbyt rozbudowaną melodią. Echovalley urywa się nieoczekiwanie, otwierając tym samym ponownie wyobraźnię odbiorcy.
Z kolei Stellarium wita niezwykle cudowną i energiczną melodią, odgrywaną na pianinie. Po chwili słuchacz doznaje lekkiego szoku, w momencie gdy z głośników zaczyna wydobywać się mocna i melodyjna linia basowa z trance'ową perkusją. Przez pewien czas pianino nadal jest słyszalne w tle, lecz w pewnym momencie zanika, a utwór powoli przechodzi w fazę wyciszenia. Słyszymy tutaj ponownie motyw przewodni, który po kilku sekundach zaczyna być wzbogacany przez trance'ową melodię. Owa melodia, przy akompaniamencie perkusji, wprowadza słuchacza w stan napięcia, a po chwili dźwięk wybucha z niesamowitą energią! Bez wątpienia jest to ukłon Rolfa w stronę wiernych fanów RMB, przyzwyczajonych do tego typu wariacji muzycznych i jednocześnie spragnionych prawdziwego, starego trance'u. Końcówka utworu jest w głównej mierze pozbawiona linii melodycznej, granej na pianinie (słyszalnej jedynie od czasu do czasu w tle), a motywem przewodnim staje się melodyjna i ciężka linia basowa.
Muxed wprowadza w klimat podróży i kojarzyć się może z daleką wycieczką pociągiem w nieznane. Breakbeatowe rytmy, wzbogacone przez niezwykle eksperymentalną linię basową oraz spokojną melodię, stwarzają specyficzny klimat innowacyjności, nowoczesności. Po chwili mamy do czynienia z wyciszeniem utworu i na pierwszy plan wysuwają się brzmienia smyczków i trąbek. Utwór swoją nieprzeciętnością i oryginalnością przypomina nieco eksperymentalne motywy, jakie można odnaleźć chociażby w utworze Zeitwand z albumu RMB o nazwie Mission Horizon z 2001 roku. Stanowi on zdecydowaną odskocznię od poprzednich kompozycji z całego albumu Thirteen Stories.
Kolejna kompozycja, zatytułowana Blinding Lies, była znana już wcześniej wiernym czytelnikom bloga Rolfa, jako Vierfarbillusion. Jest to niesamowite rozwiązanie elektroniczne, którego motywem przewodnim są słowa „This world is an illusion”, w skuteczny sposób wpływające na wyobraźnię odbiorcy i skłaniające do refleksji nad codziennością naszego życia. Mamy też tutaj do czynienia z niezwykle cudownym połączeniem basu, łamanych i rytmicznych beatów, jak i klimatycznej oprawy muzycznej.
Początek kolejnego utworu o nazwie Liquid Rite jest niezwykle spokojny i wzbogacony został dźwiękami, pochodzącymi od uderzeń w napełnione kieliszki. Po chwili jednak, wbrew pierwotnemu założeniu, kompozycja nieoczekiwanie się rozkręca i ponownie mamy tutaj do czynienia z pewnym małym powrotem do korzeni. Po 4 minutach trance'owego klimatu następuje bardzo interesujące przejście, a w tle nadal można usłyszeć dźwięki pochodzące od uderzanych kieliszków. I chociaż nie jest to typowy, klasyczny utwór RMB, to jednak słychać w nim wiele nawiązań do wcześniejszej twórczości Rolfa.
Vertigo to kolejna eksperymentalna kompozycja, w której ponownie zostały wykorzystane dźwięki pochodzące od uderzeń w napełnione kieliszki. Początek utworu utrzymany jest w klimacie breakbeatowym i w takim pozostaje przez jego większość czasu. Vertigo to raczej monotonna kompozycja, albowiem niewiele się w niej dzieje, poza dwoma standartowymi przejściami, bazującymi na schemacie wyciszenia.
Na koniec odbiorcy pozostają dwa utwory. Pierwszym z nich jest All In, przy którym bez wątpienia można stwierdzić, że eksperymentom muzycznym Rolfa wciąż nie ma końca. Odnajdziemy tutaj przede wszystkim breakbeatowe i undergroundowe brzmienie, które w końcowej części zahacza nawet o klimaty drum'n'bass'u!
Thirteen Stories zamyka spokojny i wyciszający utwór To You, w którym możemy usłyszeć po raz kolejny pianino, a także gitarę, na której ponownie gra Norman Jonas.
Bez wątpienia wydanie nowego album przez Rolfa Maiera Bode wskazuje na to, że w dobie powszechnie królującej niezbyt ambitnej muzyki, istnieją jeszcze artyści, którzy wkładają niezwykle dużo serca w to, co tworzą, dopracowując przy tym każdy istotny szczegół kompozycji.
Chciałbym serdecznie polecić zakup tego wyjątkowego wydawnictwa muzycznego nie tylko wszystkim tym, którzy mieli w przeszłości do czynienia z twórczością zespołu RMB, ale także tym osobom, dla których muzyka Trance nie jest obca i nie boją się zagłębiać w nowe, eksperymentalne brzmienia elektroniczne.
Zapraszam więc na oficjalną stronę Rolfa Maiera Bode, a także na jego blog, na którym możecie poczytać o tym, jak płyta powstawała i jakie opowieści kryją za sobą poszczególne utwory zawarte na Thirteen Stories.
V-12/Tropyx
Szczecin, 03.04.2009 r.