poniedziałek , 29 Maj 2017

Rolf Maier Bode – Thirteen Stories (2009) [recenzja]

Rolf Maier Bode, założyciel słynnego duetu RMB, z którym w latach 90’ych święcił liczne triumfy i odniósł wiele sukcesów na całym świecie, powrócił na rynek muzyczny ze swoim solowym albumem pod nazwą Thirteen Stories (Trzyniaście Opowieści). Tym razem jednak mamy do czynienia z kompletnie niezależnym wydawnictwem, które jest całkowicie pozbawione jakiejkolwiek formy komercji. Album swoją premierę miał 3 marca 2009 r. i jest on rozpowszechniany pocztą tradycyjną, po uprzedniej rejestracji na oficjalnej stronie Rolfa (http://www.rolfmaierbode.com) (ed. od 4 marca 2010 r. wszystkie utwory z tego albumu są dostępne online do kupna na stronie amazon.de).

Thirteen Stories tworzony był przez długi czas, a z kolejnymi etapami powstawania poszczególnych utworów, jak i ich sampli, można było zapoznać się na oficjalnym blogu Rolfa (http://www.rolfmaierbode.com/blog). Płyta zawiera 13 kompozycji, z których każda niesie ze sobą jedną z opowieści, a także jest zaproszeniem do indywidualnego odbioru i interpretacji. Jest to wręcz muzyczna książka, którą słuchając pochłaniamy z zapartym tchem i od której nie możemy się oderwać. Thirteen Stories wprowadza w nową erę muzyki elektronicznej, pełnej różnorodnych koncepcji i inspiracji, która jednocześnie zawiera w sobie wiele rozwiązań znanych z wcześniejszej twórczości Rolfa. I bez wątpienia można zaryzykować stwierdzenie, że mamy tutaj do czynienia z geniuszem muzycznych kompozycji.

Okładka płyty utrzymana jest w klimacie błękitnym i taki właśnie kolor wypełnia większą część wolnej przestrzeni. Widoczne są także wieżowce, stojące w równym rzędzie nad brzegiem rzeki, w której znajdują się przycumowane do brzegu barki. Kiedy rozwiniemy okładkę i policzymy wszystkie budowle, to okazuje się, że jest ich dokładnie 13! Zagadkę stanowi także zaszyfrowane nazwisko artysty na przedniej części coveru za pomocą kwadracików. Po otwarciu digipacka, po lewej stronie, ukazuje nam się 16-sto stronicowa książeczka, przepełniona różnymi abstrakcyjnymi fotkami. Po prawej stronie natomiast czeka na włożenie do odtwarzacza CD płyta, zawierająca 13 nowych kompozycji Rolfa Maiera Bode.

Okładka albumu Rolfa Maiera Bode o tytule „Thirteen Stories”

Truth And Light – to utwór otwierający płytę, który w wersji roboczej nosił tytuł Jupiter Jesus. Jest to przy okazji jeden z nielicznych kawałków, który został wzbogacony o vocal (w tym przypadku głosu użyczył Saner Ariduru). Pierwsze nuty witają nas słowami „I see the darkness behind you. But don’t look back, there’s nothing to fear”. Niesamowity kawałek, stanowiący esencję muzyki syntezatorowej z łamanymi bitami. Truth And Light niesie ze sobą niezwykłą energię, jednocześnie napawa spokojem i pozytywnym nastrojem. Posiada także ukryte przesłanie, zawarte w słowach „Leave the past behind. Begin to feel free!”, co wskazuje na to, iż należy zawsze w swoim życiu iść do przodu i nie oglądać się za czymś, co było i już nie powróci.

Drugim utworem na płycie jest State Of Flux, który bardzo szybko zyskał sobie uznanie dużej liczby czytelników bloga Rolfa. Odnajdujemy tutaj połączenie nastrojowej gitary (gra na niej Norman Jonas) i pianina, które uderza swoją niebagatelną ekspresją wyciszenia i relaksu. State Of Flux to bez wątpienia muzyczne arcydzieło, które będzie oddziaływać na odbiorcę bez względu na jego nastrój. W połowie utworu słyszymy nagle niesamowite przejście i wyciszenie, które po pewnym czasie intensyfikuje się, przyprawiając słuchacza o dreszcze na ciele. Całość, wzbogacana bez przerwy o klimatyczną gitarę akustyczną (stanowiącą tutaj motyw przewodni utworu), jest esencją prawdziwej muzycznej podróży po krainie zmysłów i wyobraźni.

Challenge to kolejny utwór, którego początek utrzymany jest w klimacie cichego, wiejącego wiatru. Ponownie wykorzystano tutaj gitarę i pianino, co stanowi niezwykle zabójczą mieszankę dla odbiorcy. Po chwili spokojna melodia zaczyna być mieszana z agresywnym, trance’owym basem. Mamy zatem tutaj do czynienia z bardzo ciekawym połączeniem nastroju i dynamiki. Koniec utworu żegna nas ponownie spokojną melodią pianina, a całość odzwierciedla wewnętrzną walkę, jaką musi stoczyć człowiek, zmierzając się z konkretnym życiowym problemem.

Czwarty w kolejności utwór na płycie to The Cube, którego niezwykle eksperymentalne brzmienie dostrzec można już od pierwszego taktu. Wiodącą rolę ponownie odgrywa tutaj gitara, a klimat utworu może przypominać trochę starsze nagrania zespołu Depeche Mode. W ciekawy sposób zaprezentowana jest w The Cube perkusja. Zauważyć można także wykorzystanie instrumentu o nazwie duduk (na którym gra Norman Jonas); brzmieniowo zbliżony do wiolonczeli i saksofonu.

Początek kolejnej kompozycji, zatytułowanej tajemniczo 1971/7/4, wita nas ciekawymi dźwiękami poddanymi filtracji. Utwór rozkręca się bardzo powoli, dokładnie 3 minuty! Po bardzo rozwlekłym wstępie następuje wyciszenie i po chwili rozpoczyna się właściwa część kompozycji. Utrzymana jest ona w typowym, niezbyt szybkim trance’owym klimacie. Brakuje jednak dynamicznych melodii, typowej dla tego gatunku muzyki elektronicznej. W dalszej części mamy do czynienia z powtórzeniem całego schematu i utwór do końca nie zaskakuje żadnymi nowymi rozwiązaniami.

Szósta kompozycja na płycie, o nazwie Echovalley to jedyna, w której wykorzystano kobiecy wokal (głosu użyczyła Doris Lauerwald). Początek kawałka jest bardzo spokojny i nastrojowy, wypełniony dźwiękami smyczków. Po chwili jednak wchodzi mocne, trance’owe uderzenie, które wybudza słuchacza z chwilowego letargu. Środek kompozycji to typowe dla twórczości Rolfa wyciszenie, a potem następuje powrót do ciężkiego beatu, połączonego z klasyczną, powtarzalną i niezbyt rozbudowaną melodią. Echovalley urywa się nieoczekiwanie, otwierając tym samym ponownie wyobraźnię odbiorcy.

Z kolei Stellarium wita niezwykle cudowną i energiczną melodią, odgrywaną na pianinie. Po chwili słuchacz doznaje lekkiego szoku, w momencie gdy z głośników zaczyna wydobywać się mocna i melodyjna linia basowa z trance’ową perkusją. Przez pewien czas pianino nadal jest słyszalne w tle, lecz w pewnym momencie zanika, a utwór powoli przechodzi w fazę wyciszenia. Słyszymy tutaj ponownie motyw przewodni, który po kilku sekundach zaczyna być wzbogacany przez trance’ową melodię. Owa melodia, przy akompaniamencie perkusji, wprowadza słuchacza w stan napięcia, a po chwili dźwięk wybucha z niesamowitą energią! Bez wątpienia jest to ukłon Rolfa w stronę wiernych fanów RMB, przyzwyczajonych do tego typu wariacji muzycznych i jednocześnie spragnionych prawdziwego, starego trance’u. Końcówka utworu jest w głównej mierze pozbawiona linii melodycznej, granej na pianinie (słyszalnej jedynie od czasu do czasu w tle), a motywem przewodnim staje się melodyjna i ciężka linia basowa.

Muxed wprowadza w klimat podróży i kojarzyć się może z daleką wycieczką pociągiem w nieznane. Breakbeatowe rytmy, wzbogacone przez niezwykle eksperymentalną linię basową oraz spokojną melodię, stwarzają specyficzny klimat innowacyjności, nowoczesności. Po chwili mamy do czynienia z wyciszeniem utworu i na pierwszy plan wysuwają się brzmienia smyczków i trąbek. Utwór swoją nieprzeciętnością i oryginalnością przypomina nieco eksperymentalne motywy, jakie można odnaleźć chociażby w utworze Zeitwand z albumu RMB o nazwie Mission Horizon z 2001 roku. Stanowi on zdecydowaną odskocznię od poprzednich kompozycji z całego albumu Thirteen Stories.

Kolejna kompozycja, zatytułowana Blinding Lies, była znana już wcześniej wiernym czytelnikom bloga Rolfa, jako Vierfarbillusion. Jest to niesamowite rozwiązanie elektroniczne, którego motywem przewodnim są słowa „This world is an illusion”, w skuteczny sposób wpływające na wyobraźnię odbiorcy i skłaniające do refleksji nad codziennością naszego życia. Mamy też tutaj do czynienia z niezwykle cudownym połączeniem basu, łamanych i rytmicznych beatów, jak i klimatycznej oprawy muzycznej.

Początek kolejnego utworu o nazwie Liquid Rite jest niezwykle spokojny i wzbogacony został dźwiękami, pochodzącymi od uderzeń w napełnione kieliszki. Po chwili jednak, wbrew pierwotnemu założeniu, kompozycja nieoczekiwanie się rozkręca i ponownie mamy tutaj do czynienia z pewnym małym powrotem do korzeni. Po 4 minutach trance’owego klimatu następuje bardzo interesujące przejście, a w tle nadal można usłyszeć dźwięki pochodzące od uderzanych kieliszków. I chociaż nie jest to typowy, klasyczny utwór RMB, to jednak słychać w nim wiele nawiązań do wcześniejszej twórczości Rolfa.

Vertigo to kolejna eksperymentalna kompozycja, w której ponownie zostały wykorzystane dźwięki pochodzące od uderzeń w napełnione kieliszki. Początek utworu utrzymany jest w klimacie breakbeatowym i w takim pozostaje przez jego większość czasu. Vertigo to raczej monotonna kompozycja, albowiem niewiele się w niej dzieje, poza dwoma standartowymi przejściami, bazującymi na schemacie wyciszenia.

Na koniec odbiorcy pozostają dwa utwory. Pierwszym z nich jest All In, przy którym bez wątpienia można stwierdzić, że eksperymentom muzycznym Rolfa wciąż nie ma końca. Odnajdziemy tutaj przede wszystkim breakbeatowe i undergroundowe brzmienie, które w końcowej części zahacza nawet o klimaty drum’n’bass’u!

Thirteen Stories zamyka spokojny i wyciszający utwór To You, w którym możemy usłyszeć po raz kolejny pianino, a także gitarę, na której ponownie gra Norman Jonas.

„Thirteen Stories” – widok od środka po otwarciu albumu

Bez wątpienia wydanie nowego album przez Rolfa Maiera Bode wskazuje na to, że w dobie powszechnie królującej niezbyt ambitnej muzyki, istnieją jeszcze artyści, którzy wkładają niezwykle dużo serca w to, co tworzą, dopracowując przy tym każdy istotny szczegół kompozycji.

Chciałbym serdecznie polecić zakup tego wyjątkowego wydawnictwa muzycznego nie tylko wszystkim tym, którzy mieli w przeszłości do czynienia z twórczością zespołu RMB, ale także tym osobom, dla których muzyka Trance nie jest obca i nie boją się zagłębiać w nowe, eksperymentalne brzmienia elektroniczne.

Zapraszam więc na oficjalną stronę Rolfa Maiera Bode (http://www.rolfmaierbode.com), a także na jego blog (http://www.rolfmaierbode.com/blog), na którym możecie poczytać o tym, jak płyta powstawała i jakie opowieści kryją za sobą poszczególne utwory zawarte na Thirteen Stories.

V-12/Tropyx
Szczecin, 3.04.2009 r.

Sprawdź również

Wywiad z Rolfem Maierem Bode

V-12: Cześć Rolf! Czy mógłbyś przedstawić się wszystkim osobom, którzy mogą Ciebie nie znać lub …

Rolf Maier Bode powraca z nową płytą!

Thirteen Stories – tak nazywa się studyjny album Rolfa Maiera Bode, który w latach 1993-2005 …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *