wtorek , 26 Wrzesień 2017

Dogs In Trees – Pióra Mew (2015) [recenzja]

Dogs In Trees - Pióra Mew (okładka)Wiele dobrego dzieje się ostatnimi laty w polskiej muzyce undergroundowej. Szczególnie w dziedzinie klimatów zimnofalowych. Przykładem tego może być debiutancka płyta gdyńskiej formacji Dogs In Trees o tytule „Pióra mew”, wydana 26 czerwca 2015 nakładem niezależnego wydawnictwa Alchera Visions.

Wszystko wskazuje na to, że Paweł Goździewicz to miłośnik natury. Nie dość, że jego projekt nosi miano „psów w drzewach”, to pierwszy w karierze album tytułem odnosi się do klimatu nadmorskiego. Zresztą każdy, kto pokusi się o zakup fizycznej kopii płyty, otrzyma dodatkowo symboliczne pióro jednej z mew krążących nad gdyńską plażą. Ten bardzo zaskakujący gadżet stanowi miłe uzupełnienie digipacka.

Jak na niezależne wydawnictwo przystało, mamy do czynienia z alternatywnym podejściem do szaty graficznej okładki. Niestety, jest ona jednym słowem nijaka. Przypomina tonącą w otchłani taflę jeziora. Być może jej autor, czyli Paweł Goździewicz, wyznaje zasadę D.I.Y. i nie chciał dopuścić do sytuacji, w której ktoś inny wykonuje za niego robotę. Zresztą nie mamy do czynienia tutaj z grafiką, a w zasadzie z misternie spreparowaną fotografią, podobnie jak w przypadku wcześniejszych EP-ek Dogs In Trees. Okładka do „Piór mew” jest jednak najbardziej mroczna spośród tych, które do tej pory stworzył mój imiennik.

Dogs In Trees - Pióra Mew (okładka)
Dogs In Trees – Pióra Mew (okładka)

Na albumie znalazło się łącznie 9 utworów, w zdecydowanej większości zaśpiewanych w języku angielskim. Warstwa liryczna poszczególnych kompozycji jest dosyć tajemnicza, twórcza i niezbyt wylewna. Teksty powstawały najczęściej z perspektywy osoby ich piszącej i traktują np. o wewnętrznej przemianie („To freeze”) albo deklarują wieczne wsparcie dla drugiej osoby („Unless”).

Pióra mew” otwiera kawałek o tytule „Like+as+if”. Syntezatorowa melodia rodem z darkwave miesza się skutecznie z zimnofalowymi gitarami. Zamiłowanie Pawła Goździewicza do elektronicznych klimatów jest tutaj bardzo słyszalne. Industrialne brzmienie ożywi niejednego słuchacza w drugim w kolejności utworze „Seabed”. Chwilami dźwięki wydobywające się z głośników są mocno eksperymentalne, a przeplatające się dwa całkowicie odmienne motywy nadają całości odpowiednią dozę zaskoczenia. Zresztą „Pióra mew” nie toną w jednolitej stylistyce muzycznej. Trzeci na albumie „Enough” wprowadza akustycznym brzmieniem niesamowity klimat nostalgii i zadumy. Przy tego rodzaju dziełach można na chwilę się zatracić i po prostu odpłynąć.

Równie intrygująco brzmi „Unless”, choć moim zdaniem jest to utwór, który nie do końca pasuje do koncepcji całego albumu. Niepokojące zawodzenie syntezatora przypomina klimatem niektóre dokonania Depeche Mode.

Naprawdę zimno i nostalgicznie robi się przy najdłuższej na „Piórach mew” kompozycji o tytule „Usf”. Paweł umiejętnie wyeksponował linię basu i okrasił całość niesamowitą porcją elektroniki. Wyborne melodie z miażdżącym wyciszeniem w trakcie powodują przynajmniej u mnie dreszcze na ciele. Utwór wyraźnie podzielony jest na dwie części. Drugą wypełnia większa dawka elektroniki z powtarzającym się motywem muzycznym i melancholijnym wokalem Pawła.

Tytułowa kompozycja powstała zapewne z inspiracji noweli „Foe” autorstwa J.M. Loetzee. Przypomina mi ona swoim klimatem w pewnym stopniu przerywnik „Uselink” z albumu „Useless” Depeche Mode, ale bez charakterystycznego zrywu. Album tak naprawdę rozpoczyna się na utworze nr 7 pt. „Teraz i jutro”. Od pierwszych riffów pachnie dawnymi dokonaniami The Cure i The Mission. Jest gotykowo, zimnofalowo, arcyciekawie. Aż prosi się, by w takich klimatach było więcej utworów na debiutanckim albumie Dogsów.

Wiele się również dzieje w kawałku „Holes”. Z połamaną perkusją i dużą dozą energii może być porównywany do niektórych dokonań formacji The Shipyard. Jego przeciwieństwem jest ponury, niemrawy i monotonny wręcz utwór o tytule „To freeze”. Zamyka on album delikatnym powiewem nostalgii.

Ogólnie „Pióra mew” brzmią niespójnie. Paweł Goździewicz skacze z nurtu w nurt, z klimatu w klimat, miesza style, utrzymując przy tym względnie jednakowy poziom przygnębienia. Materiał wymaga osłuchania i wraz z kolejnym odtworzeniem coraz bardziej zaskakuje złożonością swojego przekazu. Widzę w twórczości Pawła spory potencjał i zadatek na światową jakość. Życzę powodzenia i czekam na kolejną płytę!

Paweł Ruczko
Szczecin, 18.06.2016 r.

Przesłuchaj cały album „Pióra Mew” zespołu Dogs In Trees na YouTube lub BandCampie:


Sprawdź również

The Shipyard – We Will Sea (2012) [recenzja]

The Shipyard to bardzo młody i obiecujący zespół z Trójmiasta, mający na swoim koncie m.in. …

Wieże Fabryk – Dym (2010) [recenzja]

30 lipca ukazała się pod szyldem wytwórni Oficyna Biedota, długo oczekiwana debiutancka płyta łódzkiego zespołu …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *