wtorek , 19 Wrzesień 2017

Chippy – Warsaw (2012) [recenzja]

Zaledwie pięć miesięcy potrzebował Chippy do skomponowania 14 nowych utworów, składających się na trzeci w karierze album zatytułowany „Warsaw”. Plikowe wydawnictwo ujrzało światło dzienne 10 lipca 2012 r. i podobnie, jak wcześniej, dostępne jest do ściągnięcia za darmo (bądź po uiszczeniu symbolicznej opłaty) w dowolnym formacie plikowym na Bandcampie.

Szczególne wrażenie na pierwszy rzut oka robi przednia okładka, składająca się ze zdjęcia powielonego sześciokrotnie przy wykorzystaniu różnorodnych efektów wizualnych. W porównaniu z poprzednimi albumami, pierwszy raz autor zaprojektował cover dwustronny, a na jego wewnętrznej stronie umieścił tracklistę, kredyty oraz pozdrowienia.

Okładka płyty Chippy – Warsaw (2012).

 

Muzycznie album stanowi pewną kontynuację dotychczasowej twórczości Chippy’ego, o czym przekonać się można już na starcie, słuchając intra o tytule „Welcome Everybody”. Oprócz niezbyt pasującego tutaj (słynnego notabene) sampla z przemówienia Wojciecha Olejniczaka oraz kilku pomieszanych ze sobą głosów (zapraszających do odsłuchu), odnaleźć można tutaj przede wszystkim znaną z „Blastera” specyficzną, aczkolwiek minimalnie zmienioną melodię. Całość nie robi jednak oszałamiającego wrażenia i z pewnością „Beginning” z poprzedniej płyty był ciekawszym wprowadzeniem do całego materiału.

Początkowy niesmak bardzo szybko znika po pierwszych taktach utworu „I Call It Art”. Chippy sięgnął tutaj na wyżyny swojego talentu muzycznego i zaserwował odbiorcy prawdziwą perełkę muzyczną. Spokojny, niezwykle melodyjny i harmonijny utwór z niebanalnymi przejściami, kończy się po niespełna trzech minutach. A szkoda, ponieważ takich majstersztyków słucha się z przyjemnością, a ta powinna trwać po prostu jak najdłużej.

Niezbyt długie obcowanie z elektroniczną sztuką przerywa nieoczekiwanie tytułowy utwór, promujący notabene całe wydawnictwo (pochodzący z EP-ki wydanej pod szyldem Vj Productions). Przyjemny wokal Nori i Lio splata się z dynamiczną melodią i mocno wyeksponowaną linią basu. „Warsaw” to kompozycja godna uwagi nie tylko dzięki wyjątkowemu bogactwu kobiecego śpiewu, ale przede wszystkim dlatego, iż jest to drugi z najdłuższych utworów na albumie.

Tuż po nim następuje nastrojowy kawałek „Romance With Riaga” z typowym, jak na Chippy’ego, brzmieniem. Pierwszym z przerywników na „Warsaw” jest z kolei „Worse Art”, oparty o próbki samplowe z albumu „KatharsisCzesława Niemena. Niespełna 40-sekundowy twór nie zachwyca, a wręcz przeciwnie – sprawia wrażenie totalnie zbędnego. Na szczęście kolejny kawałek o tytule „Madame Miharu Koshi” pozwala zatrzeć chwilowe niemiłe wrażenie. Piękna, romantyczna kompozycja z sympatycznym wokalem Miharu na czele pozwala odbiorcy wzbić się w przestworza i odpłynąć w beztrosce i odprężeniu. Wyśniony lot trwa jednak zdecydowanie za krótko. Utwór sprawia wrażenie niedokończonego i urywa się niespodziewanie po dwóch minutach. Szkoda, wielka szkoda!

Festiwal tego rodzaju kompozycji kontynuuje „Heros Dynamique”. Chociaż odmienny stylowo, zdominowany mocnym brzmieniem (zdającym świetnie egzamin na dobrej jakości sprzęcie muzycznym) i łamanymi bitami, zakańcza swój odsłuchowy żywot zaledwie po 46 sekundach. Czyżby autorowi zabrakło pomysłu na rozwinięcie kolejnej perełki na „Warsaw”, a może od początku z założenia miał to być tylko i wyłącznie kolejny przerywnik?

Przy „ósemce” Chippy popisał się ciekawą solówką na pianinie (utwór „Where’s My DX7?”), a z kolei „Don’t Stop The Rain” z klubowym brzmieniem należy zaliczyć do grona wyjątkowo udanych dzieł młodego kompozytora.

Wielbicieli nastrojowych, refleksyjnych utworów zadowoli z pewnością kawałek o tytule „March 2011”. Połączenie gitary i cudownego brzmienia pianina (z pominięciem perkusji), daje potężną mieszankę wybuchową, wyzwalającą przyjemny dreszczyk na ciele. Jest to także kawałek inicjujący spokojniejszą część albumu, pozbawioną dynamiki i ostrych partii syntezatorowych.

Better Art” stanowi potwierdzenie powyższego stwierdzenia. Autor sięgnął w tej kompozycji ponownie po pianino, wprowadzając dzięki temu słuchacza w stan zadumy. O ambitnym podejściu do tematu świadczy podział utworu na dwie części: wolną i szybką, jednakże końcówka nadal utrzymana jest w stonowanym i wyważonym klimacie.

Spore wrażenie na słuchaczu może wywołać trzeci od końca utwór o tytule „Don’t Overrun, Baby”, brzmieniowo nawiązujący do muzyki syntezatorowej lat 80 (chwilami przypominający wczesne dokonania Depeche Mode). To bardzo udany i przyjemny w odbiorze kawałek, godny polecenia. Tuż po nim usłyszeć można najdłuższą kompozycję na „Warsaw”, stanowiącą notabene sequel słynnego „Escape” z „Blastera”. „Good Place To Hide”, bo o nim mowa, dynamiką nie grzeszy, ale nastrojem i klimatem – owszem. Odnajdziemy tutaj znane z „Escape” motywy dźwiękowe, składające się na bardzo udaną kompozycję. Nie przeszkadza fakt, że całość jest nieco wolniejsza i pozbawiona wokalu. Utwór, jak sama nazwa wskazuje, pozwala skutecznie zatracić się i oderwać od problemów dnia codziennego.

Na zakończenie Chippy zaserwował coś, co swoim brzmieniem ewidentnie przypomina mieszankę twórczości Marka Bilińskiego i Jeana-Michel Jarre’a. „Ohm Sweet Ohm” zachwyca swoją niebanalnością i ewidentnie pozwala odbiorcy cofnąć się w czasie. Album kończy krótka, bonusowa kompozycja, której pominięcie w procesie nagrywania płyty byłoby wskazane.

Tracklista albumu Chippy – Warsaw:

01. Welcome Everybody
02. I Call It Art
03. Warsaw
04. Romance With Riaga
05. Worse Art
06. Madame Miharu Koshi
07. Heros Dynamique
08. Where’s My DX7?
09. Don’t Stop The Rain
10. March 2011
11. Better Art
12. Don’t Overrun, Baby
13. Good Place To Hide
14. Ohm Sweet Ohm

Warsaw” potwierdza zatem spore umiejętności muzyczne Chippy’ego, jednakże chwilami można odnieść wrażenie, że materiał został przygotowany w pośpiechu. Co najmniej trzy kompozycje zasłużyły na ich rozwinięcie i wydłużenie (niespełna 36 minut w 14 utworach to zdecydowanie za mało!). Po materiale można także zauważyć, że autor powoli odbiega od dynamicznych utworów na rzecz nieco spokojniejszych i wolniejszych. Niedobrze! Chwilami „Warsaw” nie może przeskoczyć wysoko postawionej poprzeczki przez „Blastera”, jednakże z drugiej strony, słuchając chociażby utworu „March 2011” można zaobserwować, że Chippy pozytywnie rozwija swój talent muzyczny. Oby tak dalej!

V-12/Tropyx
Szczecin, 16.08.2012 r.


Sprawdź również

Kombi – Nowy Album (2016) [recenzja]

Na tę chwilę od niespełna siedemnastu lat czekało tysiące fanów starego, dobrego Kombi. 22 stycznia …

Back To The Retrofuture – zaproszenie na imprezę!

17 października 2015 r. w sali koncertowej LAS, mieszczącej się w Centrum Kultury OFF Garbary …

Chippy – Unstable Routines (2015) [recenzja]

Jakaż to przemiana wewnętrzna i duchowa musiała zajść w Chippym, skoro tak znacząco zmienił stylistykę …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *